W sobotę 23 sierpnia w Charlotte, w Stanach Zjednoczonych,
zmarła moja najukochańsza żona
dr Halina Przymusińska
Matka naszych dwóch wspaniałych synów
i babcia trojga uroczych wnuków.
Dzielnie walczyła z ciężką chorobą przez ponad dziewięć lat,
ale w końcu odeszła w spokoju, otoczona kochającą ją Rodziną.
Trudno wyrazić smutek i ból, jaki czuję.
Mieliśmy za sobą 60 lat wspólnych wspomnień i ponad 52 lata małżeństwa.
Każdy, kto choć trochę znał Halinkę, wiedział, że była osobą
prawdziwie niezwykłą. Piękna dziewczyna, zawsze dbająca
o swój wygląd, zgodnie ze swoim naprawdę wyjątkowym
poczuciem klasy i smaku.
Była wspaniałą i kochającą matką dla naszych dwóch synów,
którzy swoje życiowe sukcesy na pewno w znacznej mierze
zawdzięczają jej bezgranicznej miłości i oddaniu.
Była też osobą o głębokiej i błyskotliwej inteligencji, obdarzoną
wybitnymi zdolnościami matematycznymi. Po uzyskaniu doktoratu
z logiki matematycznej na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała
przez szereg lat jako profesor matematyki (a potem informatyki)
na UW i na kilku uniwersytetach amerykańskich.
Halinka była niezwykle blisko związana z Polską kulturą, językiem
i tradycjami i czuła się najlepiej, kiedy przebywała w kraju.
Potrafiła cytować z pamięci obszerne fragmenty polskiej literatury
i poezji i pasjonowała się polską sceną polityczną i społeczną.
Jej ostatnim życzeniem było pochowanie Jej w Warszawie,
w grobie swoich Rodziców na Cmentarzu Północnym.
Nastąpi to prawdopodobnie w drugiej połowie września,
po załatwieniu wszystkich niezbędnych formalności.
O terminie poinformujemy w osobnej wiadomości.
O czym z wielkim smutkiem i nieustającym bólem zawiadamia,
Teodor