Nadaj nekrolog
Imię i nazwisko:

Grażyna Grzegorska-Wolin

Region:
Warszawa
Data emisji:
01.09.2025


Grażyna
Grzegorska-Wolin

1952-2025


Cztery i pół roku po ślubie. Byliśmy już we trójkę,
mieszkaliśmy w mojej kawalerce.
Teraz to było nasze, trzyosobowej rodziny, mieszkanie.
Kawalerka... mały przedpokój, który był także kuchnią
(a jego podłoga bywała blatem roboczym), łazienka, pokój
i mikroskopijny balkon. Wszystko było nieduże.
Ósme piętro, hałaśliwa winda, bazgroły na ścianach klatki schodowej.
I krata zamykająca wejście na korytarz.
Najważniejsze było to, że byliśmy sami i u siebie.
Kiedyś wieczorem wpadł do mnie Jacek, znakomity fotoreporter.
Nie mieliśmy telefonu, a musieliśmy ustalić parę rzeczy przed wyprawą w teren.
Weszliśmy do łazienki i tam rozmawialiśmy.
Pokój był już sypialnią dziecięcą, a Grażyna właśnie usypiała Julkę.
Jacek, zaskoczony naszymi warunkami mieszkaniowymi, przed wyjściem zapytał,
czy mógłby sfotografować nas w naszym mieszkaniu.
Zgodziliśmy się, ciekawi, co mu chodzi po głowie.

Po kilku dniach Jacek przyszedł i od razu powiedział,
żebyśmy zachowywali się jak każdego dnia.
Zaczął od sfotografowania kąpieli Julki. To był nasz cowieczorny rytuał.
W pokoju chodził na palcach, żeby nie obudzić Julki,
która właśnie zasnęła. Musiał też uważać, żeby nie potknąć się
o porozrzucane na podłodze zabawki.
Jeszcze trudniej było w łazience. Musiał stawać na brzegu wanny, wyginać się, przyklękać,
fotografować znad głowy. W końcu zdradził nam, że ma pomysł
na fotoreportaż o nas i naszym mieszkaniu.
O dziwo, pomysł został w redakcji przyjęty. My nie zgłaszaliśmy
żadnych uwag do pomysłu i poszczególnych zdjęć.

I w moim macierzystym tygodniku "Razem" w czerwcu 1985 roku
ukazał się fotoreportaż Jacka pod tytułem "Kiedy Julka pójdzie spać".
Jak opowiedzieć fotoreportaż, który przecież przemawia obrazkami?
Zdjęcie otwierające, na całą stronę. Łazienka, w dużej wannie
małe dziecko patrzące na Grażynę, która sięga po coś na pralce.
Ja stoję za nią. Łazienka jest łazienką.
Zdjęcia na rozkładówkę - dwustronicowa fotografia pokoju,
pośrodku którego stoi łóżeczko ze śpiącym dzieckiem.
W nią włamane małe zdjęcia łazienkowe.
Grażyna składa pieluchy, jemy kolację, rozmawiamy,
ja półnagi siedzę przy maszynie do pisania ustawionej na taborecie.
Jesteśmy w "multipokoju", bo łazienka nie jest łazienką.
Ani słowa o ludziach ze zdjęć, wiadomo tylko,
że dziecko ma na imię Julka.
Talerze z jedzeniem i kubki z herbatą stawialiśmyna pralce.
Zamknięty sedes zastępował krzesło.
Obydwoje korzystaliśmy z tego taboretowego biurka.
To był fotoreportaż o życiu.

W tym czasie jedna z krakowskich gazet ogłosiła konkurs fotograficzny.
"Zdjęcia powinny stanowić próbę syntetycznego ukazania,
jaka jest polska rodzina połowy lat 80.".
Jacek wysłał zdjęcia, z których ułożył fotoreportaż i takie,
które musiał odrzucić. Zdobył Grand Prix, my - zaskoczeni i rozbawieni
- zostaliśmy "syntetyczną" polską rodziną tamtych lat.
Jurorzy oglądając zdjęcia musieli zatrzymywać wzrok na Grażynie,
przecież ja nie mogłem oderwać od niej oczu przez 45 lat.
Gdy pracowaliśmy w tej samej redakcji, i tylko to nas łączyło,
nasze oczy bardzo często "rozmawiały" ze sobą.
Jeśli jej oczy były smutne, to moje, zaniepokojone, pytały co się dzieje.
A gdy moje cielęce oczy mówiły,
jaka ty jesteś piękna, to jej oczy błyszczały.

Teraz załzawione oczy widzą puste miejsca w starym domu
i w ogrodzie przy nim.

Przeprowadziliśmy się tu z kawalerki. Była z nami także matka Grażyny.
Ona sprzedała swoje mieszkanie, my swoje i mieliśmy dom do remontu, ale z duszą,
pod Warszawą.
Pokój z wyjściem na taras był większy od kawalerki,
w gabinecie - miejsce na olbrzymie biurko, w kuchni - dwa duże okna i kominek.
Grażyna i ja mieliśmy sypialnię z oknem na ogród.
Julka oczywiście miała swój pokój. Mama Grażyny też.
Remont. Gaz, studnia, szambo, okna, dach itd.
Po latach remont poprawkowy, który został przez Grażynę nazwany
remontem wszech czasów. Potem jeszcze jeden.

Dziś dom i ogród to mogłaby być efektowna sceneria do fotoreportażu,
nawiązującego do tego sprzed lat. Jacek, teraz zajmujący się
fotografią reklamową, pewnie chętnie oderwałby się od niej
na kilka godzin. Na fotografiach byłaby Julka, byłbym ja,
ale nie byłoby Grażyny, więc nie byłoby nas.
Taki fotoreportaż musiałby być o beznadziei w życiu.


Andrzej


Szukaj nekrologów i wspomnień

Powiadom znajomego

Inne nekrologi