Personelowi oddziału zakaźnego
szpitala przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu,
budynek A2 i II piętro, dziękuję za troskę o chorą
Helenę Antoninę Lindyberg-Smoluk
przez długie, pełne oczekiwania na cud uzdrowienia, 25.5 doby - od 4
do 29 listopada 2013 roku. Kilka chwil uśmiechu - jedyne źródło mej
pociechy - na zbolałej twarzy żony poświadczało ciężką pracę
ludzi w bieli. Siostry szpitalne są sercem każdej lecznicy.
Ich pracę chora ceniła najwyżej, im właśnie kłaniam się najniżej.
Szczególnie wdzięczny jestem pacjentkom oddziału,
które dzieliły z nią coraz to nowe sale. Wszystkie, było ich 4 i 3 sale,
czułe na cierpienie bliźniego i wielce życzliwe - są pięknym przykładem ludzkiej
bezinteresowności. Z nazwiska jedynie mogę wspomnieć - trzecią
w kolejności czasowej i salowej - anielskiej urody panią Małgorzatę
Pułkownik; ona bowiem opiekowała się bezwładną chorą jak córka
matką. Dziękuję kapelanowi za pociechę duchową - Bóg doświadcza,
bo kocha. Największe cierpienie nie jest warte przyszłej chwały.
Człowiek kuruje - uzdrawia Bóg.
Medicina non possunt vinci fata.
A.S.