Nadaj nekrolog
Imię i nazwisko:

Grzegorz Głowienko

Region:
Lublin
Data emisji:
09.11.2012

Grzegorz Głowienko
ur. 29.04.1950 - zm. 15.03.2012

Wspomnienie
"A jednak po nas coś zostanie, choćby ta cisza... wyrzeźbiona słowem"
[Czerwony Tulipan]
Pisanie wspomnień o bliskich, nieobecnych to konieczność wyboru,
w jaki sposób zawrzeć w kilku zaledwie zdaniach cały świat stworzony
przez tych, co odeszli. Opisać to, co zapamiętaliśmy, i to, co pozostawili dla nas
i dla tych, co po nas przyjdą? Jeżeli miarą człowieka są jego czyny,
to opis nie tylko zawodowych dokonań Grzegorza wystarczyłby na dużą księgę.
A jeżeli jest nią pamięć o Nim, anegdoty i rozmowy zarówno
najbliższych, jak i tych, którzy Go po prostu znali, to można
byłoby nimi zapełnić nawet kilka tomów.
15 listopada mija 8 miesięcy od chwili, gdy odszedł szlakiem na
połoniny niebieskie Grzegorz Głowienko - wspaniały Ojciec, dobry Mąż, Syn
i Przyjaciel, a przede wszystkim postać nierozerwalnie związana
ze środowiskiem lubelskiej turystyki.
Mnogość talentów, pasji i zainteresowań sprawia, że w przypadku
Grzegorza termin "człowiek renesansu" nie jest nadużyciem.
Umysł ścisły, o czym świadczy wybór studiów
matematycznych na UMCS, i zapalony turysta, miłośnik gór i
animator studenckiej turystyki krajowej. Człowiek czynu i konsekwencji,
uczciwy, wierny swym ideałom
i przekonaniom. Swoją postawą dawał innym oparcie i zachętę do
działania. Do końca marzyciel i do końca oddany swej młodzieńczej pasji.
Zawsze Lider i Przyjaciel dla ludzi z turystycznego szlaku.
Grzegorz nigdy nie stał w miejscu. Łączył naukę, własne
zainteresowania i pasje z działalnością na rzecz innych w licznych
organizacjach studenckich skupiających turystyczną brać. To właśnie na
UMCS zrodziła się
największa pasja Grzegorza, która definiowała całe Jego
istnienie, a dla wielu stanowi znak rozpoznawczy tej nietuzinkowej postaci.
Grzegorz działalność turystyczną na rzecz środowiska studentów
rozpoczął w 1969 r. między innymi w Uczelnianym Klubie
Turystycznym "Mimochodek". W latach 1971-1974 kierował pracami Komisji
Turystyki i Sportu RU ZSP, a później SZSP Uniwersytetu Marii
Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Podczas swej wieloletniej działalności Grzegorz
inicjował bądź współuczestniczył w organizacji wielu imprez
środowiskowych (między innymi rajdów: "Kiedyś zacząć trzeba",
"Powitanie wiosny" czy "Beskid Niski") i ogólnopolskich (Rajd
"Bieszczady", Rajd "Roztocze").
Na marginesie odnotować należy fakt, iż w 1972 r. był jednym z
nagrodzonych wykonawców pierwszej edycji Epidemii Piosenki Turystycznej
i Studenckiej "Bakcynalia" w Lublinie, zorganizowanej przez
środowisko turystyczne Akademii Medycznej. To wykonana przez Grzegorza
i Stanisława Matysa przy udziale Małgosi "Ballada o błądzących
turystach", śpiewana na melodię godzinek, znalazła uznanie w oczach
jurorów oraz publiczności zgromadzonej w klubie AM.
Powstanie w 1972 r. w środowisku akademickim Lublina SKPB
oficjalnego koła skupiającego grono przewodników beskidzkich było
kolejnym miejscem wcielania w życie wizji turystyki studenckiej.
Świadczą o tym wypowiedzi weteranów ww. zamieszczone na łamach wydawnictwa
klubowego" "Chwilą przełomową okazało się objęcie kierownictwa
Koła przez Grzegorza Głowienkę. Rok 1974 to włączenie się Koła w centralną
akcję letnią, nowe imprezy środowiskowe (Rajd "Beskid Niski"), chałupa w
Zalesiu, znaczne spopularyzowanie Koła w środowisku (bardzo liczny kurs)
i na terenie uprawnień (bazy namiotowe). Działalność Koła nabiera rozpędu
i jest coraz bardziej wielostronna" [Siwerniak nr 4 s. 10].
Dla Grzegorza czynne "uprawianie turystyki " okazało się trwalsze i
dłuższe niż czas nauki. Działalność na szczeblu uczelnianym w Komisji
Turystyki i Sportu, w Akademickim Klubie Turystycznym, Studenckim Kole
Przewodników Beskidzkich czy w Oddziale Akademickim PTTK,
która z czasem zamieniła się w bardziej dojrzałą i w pewnym sensie
sformalizowaną aktywność stricte zawodową, znalazła również
uznanie w środowisku działaczy PTTK (o czym świadczy nadanie listopadzie
1978 r. Srebrnej Honorowej Odznaki PTTK).
Jednak wypada podkreślić, że dla Grzegorza turystyka nigdy nie
była zwykłym etatem, raczej drugą naturą, nawet wówczas, gdy piastował
kierownicze funkcje Zastępcy Dyrektora Biura Podróży i Turystyki
"Almatur" [1974-1981], Prezesa Studenckiego Koła Przewodników
Beskidzkich [1974-1976], Prezesa Oddziału Akademickiego PTTK
[1975-1978], czy dyrektora Biura Obsługi Ruchu Turystycznego OM PTTK w
Lublinie [1981-1998].
Grzegorz nie lękał się trudnych wyzwań. Wyznaczał sobie ambitne
cele i z uporem dążył do ich realizacji, podejmował decyzje, o
słuszności których był przekonany. Wkrótce po objęciu funkcji
Dyrektora BORT PTTK prowadzone przez Niego biuro zaczęło osiągać
zyski plasujące go w czołówce Biur Obsługi Ruchu Turystycznego w
Polsce. Razem z Zarządem Oddziału Miejskiego PTTK i pracownikami biura
wielokrotnie przeżywał sukcesy, ale przyszło przełknąć również gorycz
porażki, gdy
w trudnych latach transformacji nie udało się osiągnąć
zadowalających wyników ekonomicznych.
Długa lista sukcesów, w tym również zawodowych,
nie może przesłonić prawdy, że oprócz pasji i pracy ważną była rodzina. Był jej filarem
i źródłem harmonii.
Dom dla Niego to nie tylko ściany, meble i rachunki. Dom Grzegorza
to jego najbliżsi: matka, żona Iza i dzieci, które bardzo
kochał i bez których nie wyobrażał sobie swojej ziemskiej egzystencji.
Dom Grzegorza to również książki, te zdobywane w księgarniach czy
przywiezione z zagranicznych wyjazdów. Nie sposób pominąć
milczeniem faktu, że w latach siedemdziesiątych przywiózł z Francji,
w sposób nie do końca formalny, "Archipelag Gułag" Sołżenicyna
wydany przez paryską "Kulturę". Ryzyko? Raczej kolejna pasja!
Grzegorz Głowienko umyka szablonom. On przecież, mimo licznych
kontaktów i spotkań z ludźmi, był typem samotnika. Specyficzny humor
i cięty język nie przeszkadzały Mu być autorytetem i wzorem dla
młodego pokolenia przewodników turystyki, a fascynacja surową
przyrodą nie zgasiła w nim umiejętności i chęci do szalonych zabaw z ukochanymi dziećmi.
Ale tam, gdzie jest blask istnienia, muszą pojawić się i cienie.
Cieniem na życiu Grzegorza położyła się między innymi choroba, z
którą przyszło Mu zmagać się od 1996 r. Najpierw tylko utrudniała, a
później odbierała możliwości oddawania się wcześniejszym
zainteresowaniom i pasjom. Jednak i ona, mimo że mocno ograniczyła
aktywność Grzegorza, nie była w stanie zlikwidować niespotykanej fascynacji
światem. Ten homo viator (wędrowca) musiał zwolnić i ograniczyć się do
spotkań rocznicowych w gronie dawnych przyjaciół i towarzyszy
turystycznych wędrówek.
Dziś myślenie o Grzegorzu w czasie przeszłym wydaje się dla nas barierą nie do pokonania.
Jeszcze pamięć jest zbyt świeża, jeszcze nie ostygło wspomnienie
ostatniego spotkania z Nim!
"Ktoś tutaj był i był
A potem nagle zniknął
I uporczywie go nie ma" [W. Szymborska]
Dla tych, którzy go znali i prawdziwie kochali, Grzegorz nie
odszedł w sposób absolutny. Grzegorz będzie żył w pamięci bliskich i
przyjaciół oraz w dziele swojego życia - tym niebagatelnym wkładzie
wniesionym w rozwój turystyki nie tylko studenckiej. To w
tej turystycznej pasji zostawił cząstkę swojej doczesnej obecności, cząstkę
swoich marzeń, radości i smutku, niepokoju i nostalgii.
Iza z dziećmi i grono przyjaciół

Szukaj nekrologów i wspomnień

Powiadom znajomego

Inne nekrologi